W ramach naszego projektu „Spacerkiem po grodziskich legendach” staramy się zebrać i ocalić od zapomnienia grodziskie legendy, jako nieocenione dziedzictwo naszej rodzimej tożsamości. Dzięki pany Bogdanowi Pawłowiczowi trafiła do nas kolejna legenda związana z kościołem Ducha Świętego! Oj działo się w naszym mieście- oj działo!

 Działo się to w latach  pańskich 30, XX w, okolicach ulicy Rakoniewickiej…a dokładniej terenu przylegającego do malowniczego i tajemniczego kościoła pw. Ducha Świętego.

    Pamiętać należy że były to czasy gdy przy kościele funkcjonował jeszcze cmentarz, a okolica była słabo zamieszkana, i pozbawiona latarni ulicznych.

Kościół ten jak i jego otoczeniu przewija się w wielu grodziskich historiach, wspomnieniach i legendach… Jako miejsce tajemnicze, wręcz budzące trwogę w dawnych ludziach.

 O jego znaczącej roli w grodziskich wydarzeniach Wiosny Ludów, wie już chyba każdy rodowity grodziszczanin.! Tym razem więc nie będziemy tego wątku rozwijać.

  Natomiast bardzo niewielu mieszkańców naszego królewskiego grodu zna legendę, którą przekazał mi niejaki Pan Jabłoński, dawny właściciel zakładu kamieniarskiego, mieszczącego się  przy ulicy Poznańskiej. (obecnie w miejscu tym znajduje się apteka sieci Lekabel.)

  W dawnych czasach, gdy grodziskie cukiernie nie oferowały tak bogatego wyboru wielu specjałów cukierniczych, bardzo popularnym smakołykiem był zwykły placek drożdżowy, dziś trochę lekceważony. Produkt ten wyrabiały panie domu  w wielu gospodarstwach domowych. Niestety nie każda z nich dysponowała odpowiednim piecem, który by umożliwił wypieczenie  zarobionego wcześniej ciasta. Dlatego też popularną usługą świadczoną przez ówczesnych piekarzy, była możliwość, przyniesienia domowego ciasta, aby go wypiec w piecu piekarniczym.

    Wiązało się to z niewielką opłatą.

Jak wspomina nasza legenda przypomniana przez Pana Jabłońskiego, wiele grodziszczanek wracających z odebranym z piekarni gotowym plackiem, mijając okolice drewnianego kościoła Ducha Świętego słyszało nawoływania nieznanego pochodzenia, powtarzające się jak echo w tunele…,,Placka,..placka placka…!!!

    Co mniej odważne niewiasty przerażone takim obrotem sytuacji, porzucały blachę ze świeżutkim wypiekiem,i  brały nogi za pas…

Czy autorem tego nawoływania były błądzące  po okolicznym cmentarzu błędne dusze, cierpiące wieczny, piekielny głód…, czy może zwyczajnie okoliczni wielbiciele szlachetnych, acz niedrogich napojów wyskokowych, którym zabrakło zagryski, tego już niestety dziś nie damy rady wyjaśnić.!

   Zresztą co to by była za legenda, która nie zawiera w sobie choć jednej tajemnicy…!?

Categories:

Tags:

Comments are closed